poniedziałek, 8 lutego 2016

Niedziela dla włosów #4 Bardzo lniana


Dzisiejsza niedziela była leniwa i lenna. Włosy dostały dużo nawilżenia za sprawą siemienia lnianego, którego chyba potrzebowały. Oczywiście nie zabrakło drogocennych olejów, których nie dostarczałam włosom przez tydzień, z obawy, że są winowajcami nadmiernego przetłuszczania się skóry głowy. Olej wylądował też na skalpie, w postaci olejku łopianego. Jest to dodatek w mojej pielęgnacji, który mam sprawić, że włosy będą szybciutko zyskiwały na długości :)





A działo się tak ...
  • Naolejowałam włosy w towarzystwie glutka z siemienia lnianego:
- łyżeczka siemienia lnianego
- pół szklanki wody

Wodę zagotowałam i dodałam siemię. Gotowałam przez  10 minut, a następnie szybciutko przecedziłam przez sitko.

Nie czekałam aż "glutek" ostygnie, tylko od razu, ok. połowę, zmieszałam z łyżeczką oleju lnianego i łyżeczką oliwy z oliwek. Resztę wywaru z siemienia, zostawiłam na później. Ostatnio zauważyłam, że moje włosy coraz bardziej schodzą do średniej porowatości, jedynie końcówki wykazują silne objawy wysokoporowatości, dlatego też zmieszałam dwa oleje - lniany, dedykowany wysoko porowatym i oliwę z oliwek dla średnio porowatych włosów. Z tą miksturą, chodziłam jakieś 2 godziny.


  • W skalp, wmasowałam olejek łopianowy z GP.
  • Po 30 minutach umyłam włosy. Najpierw nałożyłam odżywkę Mrs Potters, aby zemulgować olej, a następnie dokładnie umyłam włosy szamponem Babydream.
  • Nałożyłam maskę Alterra, która jakiś czas, cierpliwie czekała na półce. Nie jest ona moim ulubieńcem, ale skoro przed myciem zafundowałam włosom bogate olejowanie, tutaj mogłam użyć czegoś co nie robi efektu WOW!
  • Po spłukaniu maski, wykonałam jeszcze płukankę z pozostałości wywaru z siemienia lnianego, dolewając do niego wody, tak aby uzyskał konsystencję delikatnie bardziej gęstszą niż woda. 
  • W ostatnim kroku, we włosy wgniotłam (scrunching) odżywkę Pantene, a na końcówki zaaplikowałam olejek Marion.
Oczywiście, z racji tego, że niedziela była bardzo czasochłonna, nie udało się mi zrobić zdjęć w świetle dziennym. Włosy po rozpuszczeniu (były zawinięte w trzy koczki ślimaczki) prezentowały się całkiem nieźle. Jestem zadowolona. W szczególności, że włosy mniej się puszą, ale może to wynikać też ze zmiany pogody. 




Dziękuję za radę z olejowaniem na glutka :) Myślę, że nie raz będę tą metodą nakładać olej. A u Was siemię lniane się spisuje?

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam siemię, nic tak nie nawilża włosów i skóry jak ten glutek :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam siemię, nic tak nie nawilża włosów i skóry jak ten glutek :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne loczki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja jeszcze siemienia nie próbowałam ale pewnie niedługo wypróbuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie wybróbuj. Wiele sposobów na wykorzystanie i efekty niesamowite :)

      Usuń
  5. Olejuje tylko na glutka :) Pieknie wyszlo :)

    OdpowiedzUsuń